Uszczęśliwianie innych jest marzeniem ludzi szczęśliwych. Phil Bosmans

niedziela, 5 lutego 2012

Rekonesans okolicy wokół Arielovki

Tylko wróciłem i zaraz wybyłem. W mieście spędziłem zaledwie 70 godzin by następnie ratować się brawurową "ucieczką". Ok, ok ale tak na poważnie...w marcu Dolnośląska Instytucja Pośrednicząca ogłosi datę naboru wniosków w programie 1.1 D.1 - program operacyjny dla województwa dolnośląskiego, który dotuje inwestycje dla MŚP zwiększających atrakcyjność turystyczną regionu. W celu spełnienia wszystkich warunków programu zacząłem już teraz przygotowywać się do napisania wniosku, poznaję okolicę.... zapraszam! 

Plecak - jest! termos - jest! ciepła odzież - jest! - 20 też jest! brr, plecak, narty biegowe i wyruszamy. Wędrówkę rozpoczynam od Międzylesia - miasteczko na pograniczu Polsko - Czeskim. Najlepsze połączenie, które proponuję dla nie zmotoryzowanych to pociąg, szybko i tanio.  Na trasie Wrocław - Międzylesie - Praga, PKP uruchomiło dosyć sporo połączeń bo aż co 2 godziny.  Podróż pociągiem oprócz niskiej ceny ma dodatkowe walory - zapierające dech w piersiach widoki. Ośnieżone szczyty gór, zielone drzewa, widoki iście bajkowe...i to wszystko za jedyne 12,50 zł! Macie to w mieście? :) Zaraz po wyjściu ze stacji ruszam żółtym szlakiem do Kamieńczyka. Dla osób, które chciałyby zobaczyć Międzylesie - polecam Domy Tkaczy (z XVIII w.) i Zamek Międzyleski  - niestety wciąż w ruinie. 

W Kamieńczyku "ląduję" tuż przed zmrokiem. W drodze do pierwszego gospodarstwa agroturystycznego, gdzie będę spać,  zwiedzam z zewnątrz drewniany kościół św. Michała, z którym graniczy cmentarzyk. W czasach powojennych w całym woj. dolnośląskim dewastowano i niszczono wszystko co miało związek z byłymi mieszkańcami tych ziem - Niemcami. Cmentarz niemiecki w Kamieńczyku jest jednym z niewielu, który ocalał. Dziś zadbany i pielęgnowany jest niemym świadkiem dawnych mieszkańców okolicy.

Pierwsza noc i podróż przy świetle księżyca do Adamowej Chaty po czeskiej stronie, ... wow co za zimowa sceneria,  śnieg, gwiazdy, pełnia! Ciężko opisać słowami uczucia, które towarzyszą przy zachwycaniu się tak cudowną naturą. Pozostawiam Wam wyobrazić sobie dźwięk skrzypiącego śniegu wydobywającego się za każdym razem kiedy robię krok naprzód, rozgwieżdżone niebo, które jest na wyciągniecie ręki i domki jak z bajki osnute pierzyną puchu spod których wystają tylko dymiące kominy. Gdzie nie gdzie przez mrok przedziera się żółte światełko w nielicznie już zamieszkanych tu domach... dookoła cisza, cisza szzaaa... Docieram z prof. Bolkiem i Arisem do Chaty gdzie przy herbacie i piwie snujemy pomysły dotyczące aktywizacji tego regionu, pojawiają się ciekawe pomysły, idee, marzenia, które trzeba zrealizować przy powstawaniu Arielovki. Pełen wrażeń i marzeń wracam by odpocząć przed kolejnym dniem....

Pobudka o 8.30. Zaraz potem zjeżdżam na śniadanie do Profesora, by już za chwilę założyć 2 deski i w drogę. Do 12.30 rozgrzewamy się po okolicy... o 14.00 wyruszam na biegówkach w stronę Boboszowa - zielonym szlakiem wzdłuż granicy, mróz, wiatr ale co tam! Ja nie dam rady!? Dam! 


Przed godz. 16.00 docieram do miejscowości Pisary tu planuję zatrzymać się na kolejną noc. Zdziwię się :) ... telefonuję do jednego z ośrodków, który na stronie internetowej reklamuje się jako "obiekt czynny cały rok". Odbiera kobieta, która miłym głosem informuje, że niestety ale dla 1 osoby nie opłaca się jej uruchamiać pokoju dodając, że rezerwacji trzeba dokonać kilka dni wcześniej. Hmm z zeszycikiem w ręku notuję szybko podany numer telefonu do innego gospodarstwa agr.,dzwonię ale i tu nie mogą mnie przyjąć, pokoje są nie ogrzane, etc.... proponują ciepły posiłek, idę!


Mili i sympatyczni ludzie witają mnie w drzwiach swojego domu... po chwili dostaję talerz gorącej zupy i naleśniki ( bardzo smakowały - zjadłem aż 8!) w międzyczasie rozmawiam i pytam o noclegi w okolicy. Najbliższe są 10 - 13 km w Jodłowie. Co robić trzeba będzie iść! :) O 17.35 z pełnym brzuchem ruszam do Ostoji - schroniska położonego 860 m n.p.m.. Na miejscu jestem o 18.54 szybka kolacja, zęby i pod kołdrę. W schronisku protest ogłosiły grzejniki, które nie wiedzieć czemu nie chciały za bardzo grzać. :) To była zimna noc ale mój "przenośny grzejniczek" - Aris, leżąc na moich nogach nie pozwolił bym zmarzł :) .


9.45 następny dzień z gorąco herbatą w termosie,  niebieskim szlakiem wyruszyłem na Halę pod Śnieżnikiem. Ciężka i niebezpieczna to droga porą zimową o czym przekonałem się na własnej skórze! W niektórych miejscach szlak jest tak zasypany, że można zupełnie stracić orientację.  Szlak jest traktem letnim - zimowe przechadzki są obarczone pewnym ryzykiem niepowodzenia w najgorszym wypadku zagubienia a trasy cóż zupełnie nie przygotowane. Przydarzyło się... idąc szlakiem natrafiłem na bardzo duże oblodzenie,  zaspy,metry śniegu, które nawiał wiatr. Najważniejsze to nie panikować i zachować zdrowy rozsądek - powtarzałem sobie w myślach. Straciłem orientacje... był szlak nie ma szlaku, kompletnie nic! Co robić? Wracać po śladzie czy próbować iść dalej?  Wysokie drzewa ograniczały określenie pozycji.   Telefon nie działa - brak zasięgu! Myślę, myślę i mam mapa i kompas! Określiłem swoje położenie i azymuty. Narty w ręce i w śniegu po pas zacząłem schodzić trawersem wzdłuż stoku...nie było to łatwe, zupełnie nie wiedziałem w co zejdę, śnieg, śnieg i śnieg! Ufff... wow super, doszedłem do  jakiejś drogi ze śladem,  który serpentyną prowadził w kierunku płn. - wsch. czyli na Halę pod Śnieżnikiem... cały czas towarzyszy mi mój ukochany pies Aris, który poradził sobie ze skarpą wyśmienicie! O 12.58 docieram do schroniska "Na Śnieżniku"...brrr i tu też zimno. "Ludzie, kto prowadzi te schroniska?! Zimno tu!" - wołam. Po długiej dyskusji, że jeden mały grzejnik nie jest w stanie ogrzać całego pomieszczenia litują się nad nami piechurami i pozwalają rozpalić w kominku. Niestety ale podobnie wygląda u nas prawie każdy górski obiekt i to pomimo, że jest prowadzony przez tzw. "ludzi gór " - chyba już zapomnieli o życzliwości, uprzejmości, dobrym słowie, którym powinni witać każdego turystę! Liczy się tylko $ - coraz mniej miejsc z klimatem! Szkoda...i nie ma się co dziwić, że większość z nas ucieka i szuka czegoś lepszego u  płd. sąsiadów... Jest jak jest i nie ma co narzekać! Arielovka będzie tym miejscem, gdzie każdy zatrzymujący się wędrowiec będzie witany z uśmiechem na twarzy w ciepłych i przytulnych salach, gdzie ogień w kominku będzie codziennością a nie rzadkością. 


Nacieszyłem się ciepłem, ogniem w kominku i  czym prędzej wyszedłem by przed ciemnościami zejść czerwonym szlakiem do Międzygórza. Do małej chatki położonej z dala od centrum docieram tuż przed 19.00. Wchodzę do izby by przywitać się z przyjaciółmi, którzy czekają już na mnie z kubkiem gorącej herbaty. Istna magia...zatrzymam się tu na dłużej. Przerwa trwa. Za kilka dni ruszę dalej..


 

4 komentarze:

  1. zaaajebiście! już myślałem że zapomniałes o blogu! :P

    OdpowiedzUsuń
  2. nie zapomniałem :) jak moglbym :)

    OdpowiedzUsuń